Listy Niewysłane. Listy z Drogi. Listy Bez Odpowiedzi.
stat4u podróże
RSS
piątek, 19 stycznia 2018

Dobry Wieczór,

Dużo dzisiaj czytania. Dwa numery The Canon Magazine i BBC Music Magazine dedykowany Leonardowi Bernsteinowi. Dodatkowo dwa nowe nabytki książkowe – Andrew Marvell „The Complete Poems” i „The Works of Samuel Taylor Coleridge”.

Pamiętasz wybór wierszy Marvella w tłumaczeniu Stanisława Barańczaka? W zbiorze znalazły się 24 wiersze, a cała spuścizna barokowego poety zmieściła się na dwustu dziesięciu stronach formatu B5. Nieco okazalej wygląda dorobek Coleridge'a. Niemniej nie o ilość w tym przypadku chodzi.

Tyle póki co, o nowych pozycjach. Dosyć późno ostatnio wracam i bardzo powierzchownie zapoznałem się z zawartością tych dwóch książek. Nie mam zamiaru ukrywać, że jednego i drugiego pamiętam jak przez mgłę.

Marvell był rówieśnikiem naszego poety Jana Andrzeja Morsztyna i kiedyś chciałbym napisać esej porównawczy. Może kiedyś się uda.

Nie udało mi się niestety znaleźć polskiego rówieśnika dla Coleridge'a, za to całe mnóstwo poetów którzy inspirowali się jednym z „Poetów Jezior”.

Szykuje się wielka przebudowa centrum Newport. W dzisiejszym numerze South Wales Argus znalazłem obszerny artykuł na temat planów wizji zagospodarowania centrum miasta. Plany, między innymi, dotyczą zagospodarowania szpecącego panoramę miasta kilkunastopiętrowego wieżowca, który stoi pusty od wielu lat. Szkoda, że nie wzięto pod uwagę wyburzenia tego koszmaru, który pewnie znalazłby się na poczesnym miejscu w Koszmarach Architektury.

newport

 

19 Stycznia 2018

 

Słońce razi, przymykam oczy.

Podchodzę bliżej do wystawy

księgarni.

Zabieram ze sobą dwie książki

poetów, których nikt już

nie czyta.

Chyba.

Miasto spokojnie szykuje się na zmiany.



czwartek, 18 stycznia 2018

Dobry Wieczór,

Pamiętam ten dzień bardzo dokładnie, 18 stycznia 2015 roku. To była bardzo długa podróż. Po 16 godzinach wylądowaliśmy w Bristolu. Zaczęło się od tego, że ze względu na warunki atmosferyczne odwołano lot z Poznania. Gęsta mgła uniemożliwiła start, więc przewoźnik zdecydował się przewieźć pasażerów do Wrocławia. Jechaliśmy autokarami do Wrocławia w niepełnym stanie, ponieważ kilku pasażerów postanowiło skorzystać z dobrodziejstw sklepu wolnocłowego na lotnisku w Poznaniu i ze względu na poważne osłabienie motoryki nie byli w stanie podjąć dalszej podróży. Pod czułą opieką funkcjonariuszy Policji, zostali odtransportowani na miejsce odpoczynku. Reszta pasażerów, w różnych nastrojach zajęła miejsca w autokarach i udała się w podróż na południe. Niezbyt mile wspominam obsługę lotniska we Wrocławiu, już nie pamiętam z jakiego powodu, ale jednak pod względem obsługi klienta lotnisko w Poznaniu należy do moich ulubionych i bije Wrocław na głowę. Chociaż od tamtego czasu mogło się wiele zmienić, w końcu minęły trzy lata. W każdym razie, z grubym opóźnieniem wzbiliśmy się w powietrze. Pamiętam, że nawet nie byłem w stanie się cieszyć, bo ten dzień dał mi się poważnie we znaki. Kiedy dolecieliśmy w końcu do Bristolu, poczułem niesamowitą ulgę, ale czekała mnie jeszcze godzinna podróż do Newport. W normalnych warunkach podróż zajmuje dwie i pół godziny, z odprawami może maksymalnie cztery. Wtedy trwała cztery razy dłużej. Jednak droga przez nocny Bristol zrekompensowała wszystko.

Air

 

Bristol na mapie wygląda niepozornie, w rzeczywistości razem ze wszystkimi przedmieściami ciągnie się przez wiele kilometrów z południa na północ. To bardzo dynamiczne miasto, z którym rywalizację przegrywa nawet Cardiff. Swoją drogą lubię i Cardiff, i Bristol, bo każde z tych miast oferuje coś niepowtarzalnego. Niesamowite wrażenie robi oświetlony Clifton Suspension Bridge, a Cardiff Bay w nocy to niesamowite miejsce. Wciśnięte między te dwa, Newport jest przewidywalne i małomiasteczkowe. Newport jest wielkości Torunia, z tą różnicą że w przeciwieństwie do „Miasta Kopernika” posiada osiem mostów drogowych i jeden kolejowy. I wcale to nie oznacza, że w Newport nie ma korków w godzinach szczytu. Wręcz przeciwnie. Jednak jeśli chodzi o warunki życia i przede wszystkim koszty utrzymania Newport jest bezkonkurencyjne, a bliskość dwóch dużych miast sprawia, że jest nie tylko doskonałą bazą wypadową do zwiedzania Brecon Beacons.

 

18 Stycznia 2018

 

Lampka czerwonego wina.

To jednak dziwna rocznica.

Pamiętam, jak mój Kolega,

Zarzucał mi, że ma tendencję

do efektów biblijnych w wierszach,

nie pokłóciliśmy się, skądże

wręcz przeciwnie piliśmy wódkę

rozmawiając o Ashberrym,

szkole nowojorskiej w poezji,

i o tym, że współczesna poezja

brytyjska jest monotonna,

nudna wręcz.

 

Jednak teraz wiem, że Kolega

nigdy nie widział Bristolu

z lotu ptaka.

Boi się latać, chociaż jest oczytany.

środa, 17 stycznia 2018

Dobry Wieczór,

Dzisiaj będzie krótko. Właśnie wróciłem z kina. Wybrałem się dzisiaj na Jumanji. Jack Black to geniusz. Bardzo pozytywne wrażenia.


Newport at night

 

 

17 Stycznia 2018

 

Kraina deszczowców, na chwilę zmieniła się w dżunglę.

Taksówki krążą mokrymi ulicami, rozdrażnione nosorożce.

Pantery ukryły w pubach i restauracjach w centrum.

Sączą powoli drinki, patrząc ze znużeniem przez witryny.

 

Od razu widać, że to środek tygodnia, trzeba szybko wejść

do kina i przeczekać kilka godzin w urojonym świecie.

W końcu słychać szczery śmiech,

w Jumanji, alternatywnym świecie.

Realnie odpływam.

wtorek, 16 stycznia 2018

Dobry Wieczór,

Niespodziewany wyjazd do Cardiff, poplątał mi szyki dnia. To tylko jakieś 25 minut, ale czasem dystans 12 mil potrafi zmienić się w podróż. Szczególnie, jeżeli podróżuje się Autostradą M4 w godzinach szczytu. Takie miejsca nazywa się „bottleneck”, a praktycznie cała M4 to szyjka butelki, która zatyka się bardzo często. Na szczęście dzisiaj poszło szybko i gładko, chociaż padał specyficzny dla Walii deszcz poziomy.

Ciągle trwają prace remontowe na autostradzie, więc praktycznie co noc jest ona zamykana na pewnym odcinku i samochody jadące w stronę Bristolu lub na zachód w stronę Cardiff i Swansea, zbaczają z trasy i przebijają się przez Newport. Na szczęście dzisiaj, jak wcześniej wspomniałem, nie wydarzyło się nic nadzwyczajnego i w miarę sprawnie uwinąłem się w te i z powrotem.

W dalszym ciągu brytyjskie media przeżywają śmierć Dolores O'Riordan, będzie pewnie podobnie jak ze śmiercią Dawida Bowie dwa lata, chociaż nie oszukujmy się format nieco inny. Dawid Bowie to jednak była instytucja, chociaż nie mogę powiedzieć że należał do moich ulubionych wykonawców.

Dał mi się we znaki ten dzień. Ale nie żałuję.



David Bowie 2016

 

16 stycznia 2018

 

Ciężarówka przede mną ginie w aerozolu,

księżycowy pył na autostradzie jakbym

jechał we mgle.

Na oślep.

Ciekawe czy dzisiaj samoloty lądują,

pogoda taka, że można mgłę kroić nożem.

Czy na rozciągniętych na M4, Majorze Tom?

Na orbicie gęsto zaludnionych przemieści,

zwalniamy pęd przed każdym zjazdem z

autostrady.

W radio nie ma nic ciekawego.

Zachodzi słońce.



poniedziałek, 15 stycznia 2018

Dobry Wieczór,

Nie dosyć, że jakiś „Blue Monday”, to jeszcze we wiadomościach informacja o śmierci Dolores O'Riordan. Szczerze mówiąc, gdyby nie wyskakujące mi tu i ówdzie informacje, o tym że mamy smutny poniedziałek, i że jest to związane z depresją, określenie to kojarzyłoby mi się wyłącznie z piosenką New Order.

Niemniej jednak, zaobserwowałem że wszyscy, dosłownie wszyscy w moim otoczeniu byli dzisiaj bardzo podminowani. Zresztą ja też. Do pracy jadę zazwyczaj siedem minut, dzisiaj około pół godziny. Gdzieś tak, mniej więcej, od pierwszej minuty zacząłem przeklinać. Jakby dzisiaj wyjątkowo wielu „zaczadzonych” kierowców wyjechało na ulicę.

Wracając do Dolores, pamiętam teledysk do „Zombie”, który został zrealizowany w 1995 roku. Nie do wiary, że to już tyle lat.

Co do piosenki New Order, pamiętam ją nagraną na kasecie Stilon, razem z innymi przebojami lat osiemdziesiątych. Od fascynacji New Order, zaczęło się poszukiwanie i odkrywanie Joy Division.

Kiedy mieszka się na Wyspie, nie sposób się uwolnić od muzyki, wystarczy włączyć dowolne radio, moje ulubione BBC2 i Absolute 80s, żeby popłynęła z głośników muzyka, która kiedyś dostępna byłą wyłącznie dla radio-maniaków potrafiących dzięki antenom w kształcie pajęczyn odbierać sygnał Radia Luksemburg w zamierzchłych latach siedemdziesiątych lub osiemdziesiątych.

Dorastałem w najlepszych latach MTV, ale radio towarzyszyło od oseska. Pamiętam jak moja Babcia siadała przy wielkim kuchennym stole i czekała ma kolejny odcinek Matysiaków. Nikt i nic nie miało prawa Jej wtedy przeszkodzić. To była ceremonia, akceptowani byli inni słuchacze, ale musieli zachowywać absolutną ciszę, tak żeby nie zagłuszyć ani kwestii, ba ani słowa ze słuchowiska. Pamiętam radio Aria z gramofonem, szczerzące klawisze podobne do zębów jakiegoś przedpotopowego zwierza i gałki w kolorze kości słoniowej. Do dzisiaj to radio kojarzy mi się z wakacjami i pierwszą fascynacją płytami winylowymi.

blue monday

 

15 stycznia 2018

 

Blue Monday, a słońce oślepia.

Może dlatego dzisiaj tyle zombie na ulicach,

Mówią, że Dolores odeszła

i puszczają trzy piosenki pod rząd.

 

Teraz jednak myślę tylko o Tobie.

Kiedyś polecimy do Belfastu,

a może nawet do Dublina.

 

Jak najszybciej chcę dojechać do domu,

wziąć długą kąpiel i obejrzeć jakąś komedię.

Tymczasem w telewizji same kiepskie seriale,

ewentualnie horrory, w dodatku kiepskie.

David Carradine w kiepskim horrorze,

z marnymi odwołaniami do Hitchcocka,

na otarcie łez

odkrywamy, że główny aktor – neurotyczny

policjant, za kilka lat odbędzie podróż w czasie,

żeby stać się księciem Mustafą.

Horror.

Niby smutno, a jednak śmiejemy się.

niedziela, 14 stycznia 2018

W każdym prawie poradniku, czy to dotyczącym pisania, motywacji, czy każdej innej dziedziny ludzkiej aktywności pojawiają się zwykle trzy słowa: dyscyplina, motywacja i entuzjazm. Łatwo powiedzieć, ale jeśli rzeczywiście człowiek będzie pilnował sam siebie, stawiał sobie realne cele i pokładał wiarę w to, co robi, to może faktycznie się uda.

WOSP

Prosty przykład, zawsze miałem problemy, żeby zrobić prawo jazdy. No nie szło, z teorią pół biedy zawsze jakoś szło, za to egzaminy praktyczne – to była zawsze jedna wielka porażka. W końcu wykorzystując kiedyś z całą uwagą gamę ćwiczeń z podręcznika samodoskonalenia, który nawiasem mówiąc dotyczył rozwijania umiejętności gry na giełdzie – po prostu zaprogramowałem siebie na to, że zdobędę w końcu, tak potrzebne i upragnione przeze mnie uprawnienia do kierowania pojazdami. Moi znajomi i rodzina nie mogli już na mnie patrzeć, bo każdą wolną chwilę starałem się wykorzystać na treningi, żeby w miarę szybko opanować samochód. Po kilkunastu lekcjach z Instruktorem, zacząłem w końcu panować nad pojazdem. Co ważniejsze, przez cały ten okres programowałem siebie, że jestem w stanie pokonać irracjonalne lęki. Wbrew wszystkim, postawiłem sobie jasno określony cel i konsekwentnie go realizowałem, aż zrealizowałem. Kilka lat temu, dokładnie jakieś trzy lata temu zdałem praktyczny egzamin na prawo jazdy za pierwszym razem. To było przeżycie! Co ciekawsze, oprócz mnie samego, nikt nie wierzył że uda mi się i tym razem. A jednak. Kiedy analizuję teraz swój pierwszy egzamin na prawo jazdy (ten chyba pamiętam najlepiej), który oblałem sromotnie, to dostrzegam jakie błędy popełniłem wtedy i dlaczego zabrało mi wiele lat zrozumienie, gdzie popełniłem błędy. Prawda jest taka, że kiedy sto osób mówi Ci, ze nie dasz rady, a ty słuchasz tego, to rzeczywiście nie dasz. Jeśli zamiast słuchać ludzi, którzy ściągają Cię w dół, zaczniesz słuchać ludzi, którzy chcą się podzielić swoim doświadczeniem i mogą pochwalić się sukcesami, korzystaj pełnymi garściami z ich rad. I bądź konsekwentny. W końcu się uda.

 

W 1996 roku, poeta David Lehman postawił przed sobą zadanie, że będzie pisał jeden wiersz dziennie przez dwa lata. Najlepsze z nich zostały opublikowane w tomie pod tytułem „The Daily Mirror: A Journal in Poetry”. W przedmowie do pierwszego wydania, Autor napisał, że: „Inspiracja to nie było coś, na co trzeba czekać bezczynnie, to było coś, co przychodziło kiedy tylko otrzymało zaproszenie.” Właśnie tutaj potrzebna jest konsekwencja i entuzjazm. No to zaczynamy, może się uda to pociągnąć chociaż przez rok:

 

14 stycznia 2018

 

Na termometrze minus cztery, gra Orkiestra.

Jadę ulicami bez śniegu. Kto tu widział śnieg ostatnio?

Dzisiaj muszę jechać objazdem, bo najkrótsza drogę

zablokowały buldożery i dźwigi,

bo chociaż mamy XXI wiek, to jeszcze nie wszędzie

zelektryfikowano koleje.

 

Wbrew pozorom, w powietrzu panuje jakaś świąteczna

atmosfera, zazwyczaj blade latarnie świecą dzisiaj jakby

bardziej jaskrawym światłem.

Kiedy dojeżdżam do domu i szybko zjadam obiad,

zapadam w drzemkę i śnią mi się wnętrza domów

z Iranu i deszczowe lasy Birmy.

Tam jest cieplej?

wtorek, 09 stycznia 2018

Dzień Dobry,

 

Wspominałem niedawno o śniegu, który spadł ostatnio w Walii. W tym roku zaskoczenia nie było, bo Walijczycy znowu przyzwyczaili się do tego zjawiska atmosferycznego, które wiele lat temu było tutaj normą. Żeby nie być gołosłownym, posłużę się artykułem z portalu Wales Online. Na stronie opisana jest śnieżyca, która zaczęła się 7 stycznia 1982 roku i trwała 36 godzin. Szczegóły tutaj.

 

No, chyba wystarczy tych zimowych tematów. Wspominałem już chyba kiedyś o książkach Sinclaira Lewisa, którego dystopie wtargnęły w moje książkowe życie nagle, sprawiając że jestem ciągle pod niesłabnącym wrażeniem tej prozy. Co prawda „na własność” posiadam tylko jedną pozycję Lewisa „Cass Timberlane” wydaną w dodatku w 1947 roku i to po angielsku, ale miałem okazję czytać kilka innych pozycji, dzięki zbiorom lokalnej biblioteki. Szkoda, że tak mało książek amerykańskiego noblisty zostało przetłumaczone na język polski. Pojawiają się pojedyncze egzemplarze na różnych stronach, ale ogólnie książki Lewisa po polsku są prawie nieosiągalne.

 

À propos książek, podobno Instytut Książki ma nowego Rzecznika Prasowego. No cóż, nie mam nic do fizjoterapeutów, osobiście znam kilku, którzy są namiętnymi czytelnikami i wyrabiają roczną normę czytelnictwa za kilkunastu współobywateli, ale jakoś bardziej na tym stanowisku pasowałby mi jednak literaturoznawca. No wiem, litera „l” umieszczona jest dosyć daleko w alfabecie od litery „f”. Niemniej jednak, oprócz „farmaceuty” i „fizjoterapeuty” istnieje dosyć duża liczba zawodów na „f”, które od biedy bardziej wpasowałyby się w formułę Instytutu. Na przykład: Folklorysta (nie mylić z florystą), tu istnieje szansa, że książki miałyby szansę wrócić „pod strzechy”, Filozof – tutaj z kolei, wyznacznikiem kompetencji mogłaby być ilość przeczytanych książek na studiach. Poza tym, podobno filozofowie bardzo dobrze sprawdzają się na stanowiskach menadżerskich i samodzielnych w korporacjach. Wreszcie filolog, sytuacja podobna do filozofa, a teoretycznie przeciętny filolog bije na głowę filozofa w ilości przeczytanych pozycji książkowych, i wreszcie jakaż paleta filologów! Jeśli już ulubioną literą do obsadzania stanowisk ma być literka „F”, to może jeszcze: filmoznawca, fotografik, filmowiec, etc. Można domniemywać, że takie wybory są dokonywane, ponieważ litera „F” kojarzy się ze słowem „Fachowiec”. Jednak to pozostanie tylko w sferze domysłów.

 

Tyle na dzisiaj, w tym jubileuszowym dwudziestym liście.

 

Winter in Wales

poniedziałek, 08 stycznia 2018

Dobry Wieczór,

W Newport sensacja. Lokalna drużyna piłkarska Newport County A.F.C, pokonała u siebie Leeds United 2:1. To tak jakby drużyna z V ligi pokonała lidera Ekstraklasy. Rozgrywki odbywały się w ramach The Emirates FA Cup. Sport nie jest moją najmocniejszą stroną, ale takie zwycięstwo chyba zasługuje na to, żeby je odnotować. Nie na darmo nazywają te rozgrywki pucharowe „Magic Cup”, gdzie drużyna „znikąd” może pokonać giganta. 

Piłka nożna nie jest jednak sportem dominującym w Walii. W Walii bezapelacyjnie rządzi rugby. Owszem, w rozgrywkach ligi angielskiej grają takie drużyny jak Swansea, Cardiff czy Wrexham, ale nic nie wzbudza takich emocji, jak choćby najbardziej błahy mecz rugby. Bardzo popularne jest przekonanie, że: „Football to sport dla gentlemanów uprawiany przez łobuzów, a Rugby to sport łobuzów, uprawiany przez gentlemanów.” I coś w tym jest. Istnieją również inne, bardziej dosadne określenia, dla kogo została stworzona piłka nożna, ale sobie tym razem podaruję. 

I tutaj jeszcze jedno spostrzeżenie. Na przestrzeni tych lat zauważyłem, że najwięcej kibiców w Newport, oprócz Newport County ma... Liverpool. Nie potrafię tego zrozumieć. Każdy znajomy kibic Liverpoolu, którego pytałem dlaczego ten zespół? Nie potrafił mi odpowiedzieć na to pytanie. Po prostu, tak jest i już. Więc od bardzo dawna już nie wnikam.

Newport at night

Poza tym, wieje tu strasznie chłodem. Temperatura w nocy spada poniżej zera, co powoduje że we wczesnych godzinach porannych można oglądać szpalery pokrytych szronem samochodów. Walijczycy chyba już oswoili się z posiadaniem skrobaczek do lodu, które rano, po mroźnej nocy bardzo się przydają. Kiedyś słyszałem jak ktoś mówił, że to Polacy przywlekli do Wielkiej Brytanii zimę, która od 2004 roku nawiedza ten kraj w miarę systematycznie.

Miałem bardzo zabawną sytuację. Turysta z Indii, a owszem tacy się również zdarzają, zapytał mnie o różnicę między walijskim a angielskim. Nie ma głupich pytań, ale mam nadzieję, że nie udzieliłem mu głupiej odpowiedzi, stwierdzając że różnica między walijskim a angielskim, jest mniej więcej taka jak między Farsi a Mandaryńskim. Dwa różne języki wyrastające z różnych pni – celtycki i anglosaski.

Wtedy przyszła refleksja, że jednak walijski jest bliższy polskiemu, w pewnym sensie. Gdyby nie zbitki typu: „flwyddyn newydd” można by uznać, że kiedy słyszy się walijski, można odnieść wrażenie, że słyszy się polski. Dochodzi nawet na tym tle do śmiesznych i zupełnie nieśmiesznych incydentów. W grudniu ukazał się w lokalnej prasie artykuł o tym, że pewna Kobieta mówiąca po walijsku została zrugana, za to że w miejscu publicznym używa „tego dzikiego środkowoeuropejskiego slangu”. Południowa Walia jest anglojęzyczna, mimo dwujęzycznych napisów, mało kto posługuje się walijskim na co dzień. Strefa tego języka zaczyna na północ i zachód od Cardiff, tam można mieć problemy, żeby porozumieć się po angielsku.

Co do Południowej Walii jest to region pełen kontrastów, ale ogólnie żyje się tutaj dosyć przyjemnie.

No to tyle na dziś.

sobota, 06 stycznia 2018

Dzień Dobry,

Wieje. Dla całego południowego wybrzeża Walii wydano ostrzeżenie o wysokiej fali. Możliwe będą podtopienia, a nawet zalania. Śnieg już był w tym roku, co prawda nie taki na wschodnim wybrzeżu USA, ale nawet dla Polaka stosunkowo niewielka warstwa śniegu, dla przeciętnego Walijczyka jest nie lada atrakcją i dobrym pretekstem, żeby zostać w domu.

Jednak kiedyś, jeszcze w latach osiemdziesiątych, ubiegłego wieku opady śniegu nie były niczym nadzwyczajnym w Walii, przecież to kraj górzysty, a Walijczycy słyną z hodowli owiec. Czasem, tak przeważnie co trzy lata można zobaczyć ośnieżone zbocza Twmbarlwm. Wzgórza, na którym jeszcze przed podbojem tych terenów przez Rzymian, Celtowie z plemienia Silures posiadali swój fort wybudowany w Epoce Żelaza.

W grudniu w ogrodzie kwitły jeszcze róże, w okolicach Bożego narodzenia spadł śnieg i można sobie było nucić szlagier Binga Crosbiego „White Christmas”. Zaskoczenia może nie było, bo zimy ze śniegiem pojawiają się teraz cyklicznie, ale róże w śniegu wyglądały już nieco surrealistycznie.

 

Twmbarlwm

 

Początek nowego roku zapowiada zmiany, w każdym razie dążę do zmian. Systematycznie, ale konsekwentnie. Mam mnóstwo planów na 2018 i w przeciwieństwie do lat poprzednich. Tym razem ostro zabrałem się do ich realizacji. Na razie trudno mówić o efektach, ale i tak jestem zaskoczony, że tym razem w ogóle zacząłem jakiekolwiek plany realizować. Pierwsze kroki poczynione, ramy czasowe na realizację określone. To chyba pierwszy taki rok, kiedy naprawdę będę pracował z kalendarzem w ręku, żeby dotrzymać terminów.

 

Podobno w Wielkiej Brytanii grasuje Australijska Grypa, jak do tej pory zanotowano około 1000 przypadków zachorowań w Anglii. W Walii, o niczym takim nie słychać. Wśród porad jak najlepiej radzić sobie z Australijską Grypą wymienia się: odpoczynek, sen, ciepły ubiór, branie paracetamolu lub ibuprofenu i picie dużych ilości płynów, no i zaszczepienie się przeciwko grypie.

Co do paracetamolu i ibuprofenu, naszego Doktora z przychodni nazywamy Dr Paracetamol, bo na każdą dolegliwość przepisuje ten specyfik. Antybiotyk? Zapomnij! Z drugiej strony, to chyba bardzo dobrze, bo kiedy antybiotyk jest naprawdę potrzebny wtedy działa, chociaż to dla Polaka irytujące, bo przyzwyczailiśmy się że po wizycie u lekarza w Polsce, w zestawie leków „jakiś” antybiotyk musi być. Tutaj, to ostateczność. Zresztą, nie wiem może się teraz zmieniło i lekarze w Polsce mniej chętnie przepisują antybiotyki, stawiając na to, żeby organizm sam wytworzył mechanizm obronny? Ponad dziesięć lat nie byłem u lekarza w Polsce, więc wiele mogło się zmienić.

 

Przeglądam sobie jeszcze „Newport Matters” albo w wersji walijskiej „Materion Casnewydd”, pismo lokalnego Urzędu Miasta i zapowiada się rok inwestycji w ekologię, mają być rewitalizowane parki i tereny rekreacyjne, zostanie otwarty również „St. Julians Local Nature Reserve”, gdzie chronionych będzie 40 gatunków grzybów, 50 gatunków ptaków i 50 gatunków ciem i motyli. Cały obszar przyrody chronionej wyniesie 52 hektary. Planuje się oficjalne otwarcie na Wiosnę tego roku. Mam nadzieję, że będzie tam można w ciepłe dni poszaleć z aparatem.

piątek, 05 stycznia 2018

Dzień Dobry,

 

Tak, też staram się przyzwyczaić do osiemnastki w dacie. Nawet nie wiem, kiedy mi ten czas od kwietnia umknął. Mamy kolejny styczeń, i na progu nowego roku warto dokonać nowego otwarcia. Nie będę podsumowywał starego, chociaż – mogę powiedzieć, że do najgorszych nie należał. To jednak posumowanie, prawda?

 

2018 stawia przede mną nowe wyzwania. To już trzeci rok w Walii. Trzeci stabilny rok. Tego właśnie mi było potrzeba. Wróżbici mówią, że 2018 z różnych względów będzie ciężkim rokiem. Możliwe, jednak nie sądzę aby różnił się od kilku ostatnich lat.

 

Ostatnio, rozmawiałem z kimś na temat upływu czasu i śmieliśmy się, że przecież jeszcze nie tak dawno przeżywaliśmy ekscytację rokiem 2000. Zapewne pamiętasz tę gorączkę i wszechobecne Y2K i problem tamtego roku. Szczerze mówiąc, nie zdziwiłbym się gdyby odpowiedź brzmiała – nie pamiętam. Mnie samemu, bez pomocy sieci trudno byłoby sobie dokładnie przypomnieć na czym rzecz polegała.

 

Tych kilka dni nowego roku i końcówka starego, upłynęło pod znakiem planowania zmian. Jeśli uda mi się zrealizować wszystko, co zaplanowałem będzie to rzeczywiście rok przełomowy. Może to śmiesznie zabrzmi, ale do działania zmusił się nie kto inny, jak Brian Tracy. Jego książka „Nie tłumacz się, działaj” kurzyła się od jakieś czasu na półce, wciśnięta między „Ścieżki północy” Richarda Flanagana, a „Stancje” Wioletty Grzegorzewskiej i pewnie by zbierała kurz dalej, gdybym przypadkiem, z nudów nie sięgnął po nią na początku grudnia, i nie zaczął czytać. Z reguły, do każdej literatury „motywacyjnej” podchodzę z dużą rezerwą, ale tym razem dałem szansę tej książce i krok po kroku zacząłem realizować porady zawarte w książce Tracy'ego. Muszę się pochwalić, że w tej chwili z 10 dziesięciu postanowień, realizuję konsekwentnie osiem. Rzecz jasna, wszystko zależy od mojej samodyscypliny, ale wszystko jest na dobrej drodze. Jednym z postanowień, jest również ten blog, który leżał odłogiem przez wiele miesięcy.

 

Night

 

Wspomniałem wcześniej dwie pozycje książkowe, zacznę od „Ścieżek północy”. Książka Richarda Flanagana w tłumaczeniu Macieja Świerkockiego, to jedno z największych oczarowań ubiegłego roku. To jest rzeczywiście: „Zniewalająco piękna opowieść”. Bardzo nieufnie podchodzę do sloganów reklamowych umieszczanych na okładkach książek, ale z tym stwierdzeniem całkowicie się zgadzam.

 

Kolejną pozycją były „Stancje”, kontynuacja tomu „Gugły” Wioletty Grzegorzewskiej. Bardzo pozytywne zaskoczenie. Patrzymy na Częstochowę i świat lat 90, oczyma głównej bohaterki Wioli.

 

Na marginesie taka refleksja, że teraz na terenie Wielkiej Brytanii zdobycie polskich książek nie jest żadnym problemem. Działają prężnie księgarnie internetowe i praktycznie wszystkie nowości można mieć „natychmiast” dostarczone do domu, a przecież jeszcze kilka lat temu trzeba było wozić książki z Polski, często płacąc za nadbagaż.

 

No dobrze, kolejny z „kroków” został zrobiony, jeszcze jeden z punktów na liście zrealizowany. Sam dokładnie nie wiem, czy koncepcja tego bloga nie ulegnie zmianie. W każdym razie będę starał się go rozwijać. W tym roku - „Pierwsze koty z płoty” już zrobione. Słowo roku - „samodyscyplina”.

 
1 , 2 , 3